AM pro przedstawia: pierwszy polski cykl karpiowych filmów DVD!

Sklep on-line!

Z planu zdjęciowego

Na karpie cz. 6 z Przemkiem Mroczkiem

To już 5 lat minęło od pierwszej realizacji pomysłu Mariusza. Pamiętam jak podczas Karp Festiwalu we Wrocławiu nasz Producent spotkał się ze mną po raz pierwszy i zaproponował, jak wówczas się wydawało, dość karkołomny pomysł na karpiowy film.

Z planu zdjęciowego
To miał być jednorazowy projekt, który - jak wszyscy wiemy - przerodził się w cykl filmów, których najnowsza, już szósta odsłona w lutym tego roku ma swoja premierę.

Dobro-Klasztorne, gdzie kręciliśmy Na karpie cz. 6, to niewielka, kameralna woda, leżąca na samym skraju Pobiedzisk. Jednak siedząc tam wydaje się, jakby była ona w środku lasu, z dala od cywilizacji. Bardzo lubię takie wody, więc wiedziałem, że realizacja filmu nie będzie dużym mentalnym wysiłkiem /najgorzej, kiedy przyszłoby zrobić film w miejscu, w którym prywatnie nigdy nie chciałoby się łowić... /. Po raz pierwszy w historii mojej pracy filmowej swój udział w zdjęciach zapowiedzieli Sponsorzy. Zazwyczaj nie jest to dobry pomysł, ale tym razem nasze wcześniejsze obawy, związane oczywiście z możliwością ingerencji w to, co dzieje się na planie, były absolutnie bezpodstawne. Mało tego, Jarek i Robert okazali się wspaniałymi towarzyszami zasiadki, kamera ich wręcz uwielbiała, a jaką kolację przygotowali... No dobrze, żeby nikomu się nie wydawało, że kręcenie karpiowego DVD to chlebuś z masłem, jak zwykle nie miałem czasu na pilnowanie wędek /na szczęście Andrzej miał podzieloną uwagę między swoimi, a moimi zestawami/, a przede wszystkim na obserwację wody, bo w tego typu jeziorze to właśnie ona jest najważniejsza. Owszem, udało mi się - właściwie z marszu - znęcić karpia zupą kulkową, ale nasze późniejsze, nie zawsze ciche działanie na brzegu /Piotrek, chociaż do grubasów się nie zalicza, to biegając z dwoma kamerami naraz, jednak robił niezłe zamieszanie na brzegu/ musiało odnieść taki skutek, że karpie trzymały się od naszych stanowisk na dystans. Pod tym względem kręcenie na większych wodach jest o wiele łatwiejsze. To, że mimo zamieszania na brzegu, karpie jednak od czasu do czasu nam brały, tylko dobrze świadczy o ich populacji w jeziorze i o fantastycznej pracy, jaką włożyli w tą wodę ich gospodarze, czyli Pobiedziski Klub Karpiowy z Kilerem na czele.

Dobro-Klasztorne tak mi się spodobało, że zdecydowałem, że właśnie tam pod koniec maja zostaną zorganizowane Polskie Eliminacje do World Carp Classic 2010. Tak więc wracam w tym roku do Pobiedzisk /niestety, z wędkami innym razem/, natomiast z moją stałą ekipą: pan Producent i pan Operator, oraz panowie Traperowie, spotykam się latem na zdjęciach do kolejnej części Na karpie. Gdzie? Ciiii! To jak zwykle tajemnica.

Przemysław Mroczek - scenariusz



Na karpie cz. 6 z Przemkiem Mroczkiem

Robienie filmów karpiowych, jak się niektórym wydaje, nie jest prostą sprawą. Efekt końcowy to wypadkowa wielu okoliczności, przy czym na niektóre z nich mamy absolutny wpływ, na niektóre zaś wpływu nie posiadamy żadnego. Mówiłem o tym już niejednokrotnie przy takich okazjach, wspomnę więc raz jeszcze - można zaplanować praktycznie wszystko, z wyjątkiem brań karpi.

Z planu zdjęciowego
Tak to już jest, że jeśli ryby współpracować nie będą chciały, wówczas nic nie pomoże... My mamy chyba po prostu szczęście - w ciągu tych pięciu lat od momentu powstania cyklu, przez wszystkie kolejne części udało nam się uwiecznić na taśmie filmowej wiele wspaniałych brań i udanych holi. Tak było również podczas realizacji najnowszego wydawnictwa - Na karpie cz. 6.

Ten film pozostanie w mojej pamięci z wielu powodów. Przede wszystkim po raz pierwszy w historii serii Na karpie w zdjęciach uczestniczyli Sponsorzy - Jarek Smorczewski, właściciel Trapera oraz jego współpracownik z firmy - Robert Gałach. Nie praktykowaliśmy tego wcześniej, tym razem stało się inaczej. Powiem najkrócej, jak to możliwe: było przesympatycznie! Jarek i Robert to wyjątkowo pogodni ludzie, do tego świetni wędkarze. Bardzo się cieszę, że pojawiają się w filmie, i to wcale nie w rolach epizodycznych... To powód pierwszy. Wyjątkowo było również, ze względu na człowieka, który partnerował naszej gwieździe - Przemkowi Mroczkowi. Mowa o Andrzeju Kiblerze - gościowi, z którym jeżdżę prywatnie na karpie od wielu lat. Andrzej wprawdzie pojawił się w pierwszej części cyklu, ale był to udział symboliczny. Teraz jego obecność była już pełnowymiarowa. I była to obecność ze wszech miar udana.

Nie mógłbym nie wspomnieć o Piotrze Jankowskim - autorze zdjęć i montażyście praktycznie wszystkich części Na karpie /wyjątek to część 3/. Uwielbiam z nim pracować, od lat rozumiemy się bez słów, ale mam nieodparte wrażenie, że przy każdym nowym filmie udaje nam się wejść na kolejny, coraz wyższy poziom realizacji. Wielkie dzięki Piotr za wszystko!

Mariusz Kapuściński - scenariusz, reżyseria i produkcja



Na karpie cz. 4 z Przemkiem Mroczkiem

Muszę przyznać, że była to jedna z moich najtrudniejszych realizacji filmowych. Z dwóch względów - po pierwsze nigdy wcześniej nad Nekielką nie łowiłem, więc moja znajomość wody była żadna, a po drugie: pogoda. Postronnemu obserwatorowi wydawać by się mogło, że piękna letnia, ciepła aura to

Z planu zdjęciowego
idealne warunki do kręcenia. Nic bardziej błędnego. W miejscu, gdzie mieliśmy rozbite obozowisko, nie było ani jednego drzewa. Trzy dni na piekącym słońcu, przy temperaturze 32 stopni C, to absolutnie maksymalny czas do wytrzymania. Ponieważ przed promieniami nie bardzo jest jak się osłonić, ręce i nogi miałem spalone. Każdy moment, kiedy kamera nie pracowała, wykorzystywaliśmy na schronienie się pod parasolem, co pomagało na tyle, że nie czuło się tak mocno słońca, ale gdyby nie hektolitry przyjmowanej wody, to nie dałoby się tego wytrzymać.

No i gadaj tu w takich warunkach do kamery! W dodatku Mariusz (zdrobniale: pan lezysel) jak zwykle kręcił nosem i wołał: dubel! Po trzecim dublu z ust wydobywał się bełkot i słowa, których ze względów obyczajowych nie przytoczę. Teraz, z perspektywy czasu myślę jednak, że pobiliśmy rekord świata w wydajności pracy. Gdyby ten film był kręcony jakieś 55 lat temu pewnie producent zgłosiłby nas do nagrody Pracy Socjalistycznej, jako najlepszą młodzieżową brygadę PRL-u. Bo i w rzeczywistości niewiele to się różniło od układania cegieł na czas, jak to robił Birkut w Człowieku z marmuru. Z małą, ale zasadnicza różnicą - nam to sprawiało przyjemność! Bo prawda jest taka, że nawet zasuwając przed kamerą, ma się ciągle w głowie to, że przecież jesteśmy na rybach. A to, że na początku nie chciały specjalnie brać, było zrozumiałe, bo to nic nowego. Właściwie oprócz pierwszego odcinka nad Wygoninem, w pozostałych zasiadkach filmowych, na karpie czekało się dość długo. Ale jak dotąd, nigdy mnie nie zawiodły, i nawet, kiedy wydawało się, że już się ich nie doczekamy, zaczynały żerować.

Hole nad Nekielką były bardzo emocjonujące. Były trudne, ale to właśnie uwielbiam. Zestawy wywiezione na 150 m, a po drodze łąki podwodnej roślinności (zanikła dopiero dwa tygodnie po naszej bytności). Hol z brzegu z takiej odległości nie wchodził w rachubę, więc trzeba było wskakiwać do łódki. Po drodze zaś kilkakrotnie musiałem wykonywać akrobacje, trzymając wędkę pod pachą, a rękoma uwalniać żyłkę z czepiających się zielsk. Na filmie wygląda to bezproblemowo, ale w rzeczywistości to była mordęga. Po każdej takiej czynności podstawowe pytanie brzmiało - czy karp jeszcze jest na końcu zestawu? A podbieranie nocą z łódki to najpiękniejsze, co może być. Na szczęście później ryby podeszły bliżej brzegu i łowiąc z 70 metrów, można je już było holować do brzegu.

Jak na świeżą wodę karpiową, wyniki okazały się całkiem niezłe. Myślę, że gdybyśmy mogli zostać dwa dni dłużej, to tych karpi pod 20 kg byłoby o kilka więcej. Nad Nekielkę z chęcią powrócę za 2 - 3 lata (to znaczy będę już w lipcu 2009, ale z okazji organizowania Letniej Batalii, a nie łowiąc). Sądzę, że przy tak bogatym podłożu, karpi ponad dwudziestkę będzie, co niemiara (jak na polskie zwyczaje). Może wówczas ponownie wrócimy tam z kamerami?

Przemysław Mroczek - scenariusz



Na karpie cz. 4 i Na karpie cz. 5

Te dwa filmy na zawsze pozostaną dla mnie wyjątkowe. Przede wszystkim po raz pierwszy w historii cyklu Na karpie zdecydowałem się na wydanie aż dwóch produkcji w ciągu jednego roku. Ogrom pracy,

Z planu zdjęciowego
który towarzyszył temu przedsięwzięciu jest trudny do opisania. Organizacja dwóch planów zdjęciowych, zgranie wszystkich terminów, tradycyjne już problemy z pogodą podczas zdjęć, nie wspominając o praktycznie jednoczesnym montażu obu filmów - to było prawdziwe wyzwanie. Do samego końca trwał wyścig z czasem. Daty obu premier ustaliliśmy jeszcze w 2008 roku i powiązaliśmy je z imprezami targowymi w Warszawie i Wrocławiu, nie było więc mowy o ewentualnym przesunięciu inauguracji sprzedaży. Udało się, choć, wierzcie mi - nie było łatwo.

Na karpie cz. 4 i cz. 5 to także powrót do mojej współpracy z Przemkiem Mroczkiem. Powrót niezwykle udany i owocny. Bardzo się cieszę, że mieliśmy okazję ponownie razem pracować. Atmosfera na planie obu filmów była fantastyczna, moja ekipa jest już zresztą na tyle zgrana, że wiele rzeczy robimy praktycznie bez słów. Tradycyjnie Piotr Jankowski zapewnił najwyższej urody ujęcia i znakomity montaż.

Bardzo się cieszę, że pomimo, iż oba filmy ukazują się na rynku niemal równocześnie, są to produkcje bardzo od siebie różne. „Czwórka” to taka prawdziwa, letnia zasiadka, jednym słowem kwintesencja karpiowania. Część piąta z kolei ukazuje późno jesienną wyprawę nad kameralną wodę, wraz z Przemkiem uczestniczymy w prawdziwym, angielskim łowieniu.

Mariusz Kapuściński - scenariusz, reżyseria i produkcja



Na karpie cz. 3

To była chyba najtrudniejsza produkcja filmowa z dotychczas przeze mnie realizowanych. Już na etapie wstępnych przygotowań pojawiły się pierwsze, niespodziewane komplikacje.
Z planu zdjęciowego
Ustalenie terminu zdjęć, rozmowy z przedstawicielami zarządzającego Rybnikiem Polskiego Związku Wędkarskiego i tym podobne działania logistyczne zajęły znacznie więcej czasu, aniżeli pierwotnie zakładałem.


Kiedy już uporaliśmy się z całym tym zamieszaniem zaczęło się najlepsze – oczekiwanie na opady śniegu. Do ostatniej chwili mieliśmy nadzieję, że biały puch pokryje namioty Janka i Andrzeja. Zima, jak to ostatnimi laty w Polsce, nie stanęła jednak na wysokości zadania... no, może z wyjątkiem niskich temperatur, ale to akurat tylko komplikowało robienie zdjęć do filmu ... Prawda jest taka, że zmiany klimatyczne w naszej części Europy powoli, ale konsekwentnie stają się faktem. Prawdziwych zim, które znamy sprzed lat, pewnie próżno będzie już wkrótce oczekiwać ...

Pierwotnie zakładaliśmy, iż premiera Na karpie cz. 3 odbędzie się latem 2007 roku. Montaż trwał, a ja wciąż nie byłem jednak usatysfakcjonowany z efektów. Niezbędny był dodatkowy czas, którego nie mieliśmy. W końcu jednak postanowiliśmy przesunąć datę inauguracji sprzedaży wydawnictwa i popracować dłużej, co z perspektywy czasu uważam za decyzję ze wszech miar słuszną. Podobnie zresztą postąpiliśmy również przy części drugiej cyklu – wychodzę z założenia, iż film powinien ukazać się wtedy, gdy jest po prostu gotowy.

Nowy film spodoba się z pewnością tym wszystkim, którzy preferują karpiowanie w dużych, trudnych wodach, gdzie o sukces trzeba naprawdę walczyć. To nieco inne spojrzenie na wędkarstwo karpiowe, niż to, które pokazaliśmy w częściach pierwszej czy drugiej cyklu Na karpie. Poza tym udała nam się rzecz naprawdę niebagatelna – utrwaliliśmy na taśmie filmowej hol największego karpia, pokazanego dotąd w polskich filmach o tematyce karpiowej. Przepiękny lustrzeń waży blisko 22 kg!

Mariusz Kapuściński - scenariusz i reżyseria



Na karpie z Jankiem Zawadą

Tworzeniu Na karpie z Jankiem Zawadą towarzyszyły spore emocje. Każdy z ekipy miał świadomość, że pierwsza część cyklu okazała się wielkim sukcesem, oczywiste jest więc, że wszyscy chcieli, aby także część druga była bardzo dobra. Uważam, że udało nam się to osiągnąć. Janek i Tomek byli świetni.
Z planu zdjęciowego
Jestem przekonany, że ich wiedza, wieloletnie doświadczenie, które przekazują w tym filmie, pozwoli wielu, nawet doświadczonym już łowcom, na poszerzenie karpiowych horyzontów.

Montaż, faza postprodukcyjna zabrała nam przy tym filmie o wiele więcej czasu, niż pierwotnie zakładaliśmy. Początkowo premierę planowaliśmy na przełom 2006 i 2007 roku, później jednak okazało się, że jest to termin nie do zrealizowania. Ostatecznie film debiutuje na rynku podczas trwania Karp Festiwal 2007. Jestem zdania, iż czasami warto nieco poczekać, aby móc zaprezentować naszym widzom naprawdę dobry produkt.

Mariusz Kapuściński - scenariusz i reżyseria



Na karpie z Jankiem Zawadą

 

W odróżnieniu od części pierwszej cyklu, produkcję Na karpie z Jankiem Zawadą sfinansowaliśmy sami.

To było duże przedsięwzięcie, wymagające poświęcenia wiele czasu i uwagi. Wyniki sprzedaży Na karpie z Przemkiem Mroczkiem są jednak świetne,
Z planu zdjęciowego
doszliśmy więc do wniosku, iż warto pójść w tym kierunku.

Szereg doświadczeń, wynikających z pracy przy pierwszej części, pozwolił nam na zoptymalizowanie procesu produkcyjnego. Premiera filmu została wprawdzie nieco przesunięta, ale stało się tak, gdyż do ostatniej chwili Mariusz szlifował i dopieszczał gotowy już materiał. Jak go znam, gdyby nie kwestia terminów, pracowałby nad tym filmem jeszcze parę dodatkowych tygodni, jest po prostu pedantyczny.

Gracjan Kuźbik - produkcja



Na karpie z Przemkiem Mroczkiem

 

Realizacja tego filmu była niezwykłą przygodą. Wiadomo przecież, że aby nakręcić obraz o łowieniu karpi niezbędne są karpie. Jak wiadomo - z nimi bywa różnie.
Z planu zdjęciowego


Jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć humory w naszej ekipie psuła wciąż zmieniająca się pogoda. Obawialiśmy się, iż owa "huśtawka pogodowa" skutecznie pokrzyżuje nam plany i sprawi, że oprócz deszczowych wygonińskich krajobrazów niewiele więcej uda nam się zrealizować podczas zaplanowanej sesji zdjęciowej.

Szczęście się jednak do nas uśmiechnęło. Już pierwszego dnia naszej zasiadki karpie z Wygonina potwierdziły gotowość do udziału w filmie. W sumie, w ciągu tych kilku, pracowitych dni Przemek i Rysiek wyholowali kilkanaście sztuk, z których kilka macie okazję podziwiać w filmie.
Z planu zdjęciowego
Także pogoda znacznie poprawiła się, co zaprocentowało niespotykanej urody ujęciami, wykonanymi przez naszego operatora – Piotra Jankowskiego.

Wyprodukowanie tak specyficznego obrazu, który oczywiście ma pewien ramowy scenariusz, ale w którym ogromną rolę odgrywa improwizacja i reakcja na akcję, nie byłoby możliwe bez wspaniałej atmosfery na planie. A ona była naprawdę niepowtarzalna. Spędziliśmy te dni niezwykle pracowicie, ale w doskonałych humorach. Myślę, że widać to na ekranie.

Co dla mnie najistotniejsze – produkcja ta nie jest typowym filmem instruktarzowym. Pokazujemy tu oczywiście całe karpiowe rzemiosło, łącznie z profesjonalnymi zawodami karpiowymi, ale równie ważny jest ów ulotny i niepowtarzalny klimat karpiowej zasiadki, piękno przyrody, wszystko, co sprawia, że tyle czasu spędzamy nad wodą. Myślę, że właśnie to spojrzenie na fenomen wędkarstwa karpiowego wyróżnia nasz film na tle innych, podobnych produkcji.


Mariusz Kapuściński - reżyseria



Na karpie z Przemkiem Mroczkiem

Uff, po wszystkim! Gotowy film pewnie będzie się oglądać jakby jego powstawanie było proste i bezproblemowe.
Z planu zdjęciowego
Szczerze mówiąc, te kilka dni nad Wygoninem były niezłą harówką. W dodatku nie zawsze można było zapanować nad scenariuszem i narzuconym sobie reżimem zdjęciowym. Dotyczyło to zwłaszcza samych karpi. Przygotowania na brzegu, kręcąca się, i mimo wszystko hałasująca ekipa, to wszystko zdecydowanie wpłynęło na brania. Nie było ich tyle, co się spodziewałem, ale może to i dobrze, bo w innym razie nie bardzo wyobrażam sobie nakręcenie całego materiału w przerwach pomiędzy regularnymi braniami. Myślę jednak, że w tym wszystkim miałem wielkie szczęście pracować z tak znakomitą, z dnia na dzień bardziej zgraną i przede wszystkim profesjonalną ekipą.


Piotr, nasz operator, w ciągu kilkunastu pierwszych godzin przeszedł błyskawiczny kurs karpiowania, ze znakomitym skutkiem, bo to właśnie on był pomysłodawcą wielu znakomitych scen i ujęć, tak jakby karpie łowił od dziecka.
Z planu zdjęciowego
Z kolei Mariusz, reżyser, był facetem od zamęczania nas na śmierć. Co chwilę wołał "jeszcze jedno ujęcie... i jeszcze jedno... to było do dupy, skupcie się wreszcie, szybka powtórka, bo zaraz zajdzie słońce" itd., itp. Wreszcie Rysiu, po raz pierwszy przed kamerą. Bez niego ten film nie miałby takiego kolorytu, zresztą to, co najzabawniejsze trzeba było niestety wyciąć (może powstanie z tego alternatywna wersja?).

Przyznam się, że po skończeniu zdjęć byłem kompletnie wypompowany, zarówno fizycznie, jak i mentalnie. Dobrze, że mogłem zostać nad Wygoninem jeszcze parę dni, żeby w spokoju odreagować.


Przemek Mroczek - scenariusz



Na karpie z Przemkiem Mroczkiem

Zorganizowanie produkcji tego filmu było nie lada wyzwaniem. Z jednej strony pasjonaci, wspaniali fachowcy w dziedzinie wędkarstwa karpiowego z niekwestionowaną gwiazdą na czele – Przemkiem Mroczkiem,
Z planu zdjęciowego
z drugiej zaś proza życia, czyli finanse, finanse i raz jeszcze finanse …

Nie było łatwo – to fakt bezsprzeczny. Budżet naszego filmu daleki był od oczekiwań Mariusza, który jako perfekcjonista wciąż zasypywał nas nowymi pomysłami i rozwiązaniami, które z kolei, co oczywiste, pochłaniały coraz to nowe kwoty. Moim zaś zadaniem, bardzo niewdzięcznym przyznaję, było ich korygowanie i dostosowywanie do naszych możliwości.

Myślę jednak, iż udało nam się osiągnąć wspaniały efekt końcowy.
Z planu zdjęciowego
Pomimo, że sam nie jestem karpiarzem, ba, nawet nie wędkuję, kiedy zobaczyłem pierwsze, jeszcze mocno robocze wersje filmu, byłem zafascynowany. To naprawdę niewiarygodne, w jak fantastyczny sposób można przekazać ideę karpiowania, klimat zasiadki, piękno przyrody. Bez wątpienia, w ogromnej mierze, to zasługa Przemka, który jak nikt inny potrafi o łowieniu karpi opowiadać. Bez niego ten film nie mógłby powstać.

Podziękowania za wspaniałą współpracę należą się również naszym sponsorom – firmom Polnord-Eco i Neptun. Dzięki ich wsparciu finansowemu Na karpie z Przemkiem Mroczkiem trafia do widzów w nowoczesnej i profesjonalnej formie.


Gracjan Kuźbik - produkcja